Mój główny blog to blog robótkowy, a tutaj będzie wszystko, co z robótkami nie związane.

poniedziałek, 19 września 2016

24. Asertywność

Ósma rano, szpital wojewódzki, winda.
Pielęgniarka wpycha łóżko z pacjentką, pewnie wracają z badania na oddział.
Pacjentka jest na tyle chora, że nie dała rady pójść samodzielnie.
Starsza pani, oczy zamknięte, nie zwraca uwagi na otoczenie.

Stoję obok w windzie i wcale się jej nie dziwię.
Od zawsze mam wrażenie, że to bardzo niekomfortowa sytuacja, takie bycie wożonym na leżąco na oczach całego świata.

W pewniej chwili pacjentka wydaje jakiś okrzyk, nie wiadomo co.
Bardzo miła pielęgniarka pochyla się nad nią i próbuje uspokoić - że już wracają na oddział, że za chwilę będzie śniadanie.
I pyta się pacjentki, czy będzie to śniadanie jadła.

I teraz przerwa na moje myśli.
Odpowiedziałabym najprawdopodobniej, że tak.
Bo skoro taka miła pielęgniarka sugeruje, że będzie.
Bo ogólnie wiadomo, że śniadania trzeba jeść.
Bo łatwiej powiedzieć, że tak, niż się tłumaczyć.
Bo na pewno wszyscy oczekują, że zjem.
Bo i tak się o mnie troszczą, po co im dokładać kłopotów.

A pani mówi: 
NIE WIEM.




Ostatnio tylko bym słodkie jadła i jadła, chyba ciężka zima idzie :)

wtorek, 13 września 2016

23. Co to za facet ???

Moje miasto nie jest zbyt duże,
nie ma w nim typowych elementów 'cywilizacji konsumpcyjnej',
dopiero w zeszłym roku zbudowali MacDonalda, a i to dość na obrzeżach.

Jeżeli ktoś nie bywa gdzie indziej, to nie ma tutaj możliwości zetknięcia się z tymi wszystkimi przybytkami, które w większych miejscowościach są na porządku dziennym.


Przez całe lato coś budowali po drugiej stronie ulicy.
Nie wiadomo co,
to znaczy na pewno nie blok, tylko jakiś obiekt typu sklep lub usługi.

Dzisiaj wystawili ogromny słup,
na samej górze wielka tablica,
na niej facet na czerwonym tle,
a pod spodem trzy litery:
KFC.

Moja mama, osoba dość wiekowa i mało podróżująca,
wolna od wszelkich skojarzeń,
zupełnie nie zwróciła uwagi na litery, które zresztą nic jej nie mówiły,
a na biało-czerwonego faceta zareagowała:
'o rany.
Lenin.
Zgłupieli do reszty?'




niedziela, 11 września 2016

22. Amelka, wracaj!!!

Średnio późny wieczór, już prawie ciemno ale jeszcze nie do końca całkiem.
Jadę sobie powolutku przez asfaltowy skwerek.
Rowerem jadę, a powolutku - gdyż asfalt jeszcze pamięta moje dzieciństwo i mocno wyboisty.
Wzdłuż skwerku płot od przedszkola,
za płotem typowe drabinki, piaskownica itd,
wszystko już w dość gęstym mroku, bo tam dużo drzew ocienia.

Przy płocie stoi pani i woła na ogródek przedszkolny:
'Amelka, wracaj!!!'
Trzy sekundy przerwy i znowu 'Amelka, wracaj!!!'
Trzy sekundy przerwy i kolejne 'Amelka, wracaj!!!'
I tak raz za razem.
A Amelka nawet nie odkrzyknie, że już idzie.
Zaintrygowało mnie to na tyle, że postanowiłam zobaczyć Amelkę.
Cóż za stalowe nerwy ma to dziecko!

Zawróciłam i przejechałam powolutku w drugą stronę.
Na przedszkolu nie widać żadnego ruchu, pani niezmordowanie woła Amelkę, Amelka twardo milczy.

Zaintrygowało mnie już na poważnie.
Ustawiłam się strategicznie, z widokiem na całą scenę, i czekam.
Po dłuższej chwili nawoływań pani się poddała i wycofała z trawnika na ścieżkę.
I spotkała tam takiego małego pyrtka, z 6 lat może, jak sobie wracał z piłką do domu.
Mały pyta: 'Woła pani Amelkę?'
A pani na to, że tak, bo woli, żeby Amelka teraz wróciła do domu, a nie żeby jej potem trzeba było klatkę po nocy otwierać, schodzić parę razy i sprawdzać, czy już jest.
I jeszcze pani dodaje, że siedzi ta Amelka w piaskownicy i nie chce przyjść ...

Wytężyłam wzrok.
Rzeczywiście, widać w tej piaskownicy jakiś cień.
Kota!!!

Do głowy mi nie przyszło, że to nie o dziewczynkę chodzi.
Przecież 'Amelka'.
Choć z drugiej strony, pamiętam z dzieciństwa jamnika, który wabił się Zuza...


wtorek, 6 września 2016

21. Na odwyku

Zepsuła mi się komórka.
Najpierw się zaczęła zacinać, a potem całkowicie przestała na mnie reagować.
Czarny ekran. Zero współpracy.

Zepsuł się internet w pracy. Nie wszędzie, ale u mnie nie działa.
Jeszcze w czerwcu była burza i coś tam padło.
Przez wakacje nikogo to nie interesowało, a teraz ... jest tyle spraw ważniejszych ...

Laptop przez lato jakby stracił odporność na upały i grzeje się mimo jesiennego ochłodzenia.

I tym sposobem od paru dni żyję jakby obok internetu.
Internet jest, całe szczęście przynajmniej router się nie zbuntował (jeszcze???),
ale muszę włączyć laptop,
a to zajmuje czas.
Bo mój laptop jest w wieku przedemerytalnym i zbiera się powoli :)
A i potem za długo z nim nie powspółpracuję, bo się grzeje.

Nie ma sprawdzania poczty, fejsa, bloga itd. kiedy tylko mi się chciało - bo komórki niet.
Nie ma natychmiastowego sprawdzania w wikipedii cokolwiek gdziekolwiek usłyszę i mnie zainteresuje.
Nie ma słuchania codziennego Ewangeliarza z radia Warszawa, ani niedzielnej Księgi (to znaczy, to jest, ale nie rano i nie tak wygodnie).
I nawet nie za bardzo jest jak dzwonić, bo stara komórka jest bardzo stara i się buntuje :)
Że o smsach nie wspomnę - pikanie 3 razy w klawisz, żeby osiągnąć potrzebną literkę mnie przerosło!

Więc odzwyczajam się od internetu.
A raczej dostępu do niego w każdej chwili i w każdej sytuacji.

Na początku było dziwnie.
Jakby tak - coś brakowało.
Potem zrobiło się fajnie, poczułam się o ćwierć wieku młodsza i bardziej wolna.
Wtedy internetu nie było i też było przyjemnie :)
Później już było mniej fajnie, gdy sobie uświadomiłam, że jednak mam parę rzeczy do zrobienia - testowanie wzorów, parę postów na forach - które trzeba monitorować na bieżąco.
A dzisiaj - zapomniałam wziąć mój zastępczy zabytek ze sobą.
I nawet bardzo dziwnie się bez niego nie czułam, mimo, że akurat trochę musiałam popodróżować.
Przestałam odczuwać brak poczucia bezpieczeństwa. W pierwsze dni owszem - jechałam samochodem przez las
i czułam się niepewnie bez telefonu. A dzisiaj już nie :)

Pan w serwisie komórkowym codziennie powtarza to samo zdanie - 'jak będzie gotowe, to zadzwonimy' - i nie wdaje się w żadne spekulacje i dyskusje. Zaglądam do niego codziennie, bo mam po drodze.
Chyba już ma mnie dość.
A ja chyba mam coraz mniejszą siłę nacisku, z każdym dniem przeżytym 'po staremu' termin odzyskania komórki robi mi się coraz bardziej obojętny.
Parę dni w te czy we wte, żadna różnica, myślę sobie ...

Chyba jednak nie jestem nadmiernie uzależniona :)


poniedziałek, 9 maja 2016

20. Bociek

Powolutku jadę sobie dzisiaj niezbyt 'daleko od szosy', a tu na poboczu stoi sobie bociek. Zwolniłam prawie do zera, bo jakiś taki niezdecydowany był. 
A on zamiast się odwrócić i pójść w swoją stronę, przelazł powoli i majestatycznie przed samą maską, pomachał niespiesznie skrzydłami, popatrzył na mnie przeciągle i powolutku poszedł szukać czegoś na obiad.Emotikon smil
Tak z niego tryskała energia, jak i ze mnie ...